Pieczątki Poznań
Śmierć przyjdzie później
W domku na wzgórzu mieszkała Marysia. A tuż obok, jej dziadek. Co sobotę wnuczka wpadała do niego, żeby mu posprzatać. On zawsze przed tym robił trochę nieporzadku, by Marysia mogła wzdychać pobłażliwie: "Oj dziadku, dziadku, jesteś strasznym bałaganiarzem." W czasie gdy Marysia porządkowała jego domek, dziadek rąbał drewno, gotował zupę i opowiadał jej historie. Pewnego razu, gdy dziewczynka została sama, ktoś zapukał do drzwi.
Na progu stała wysoka postać w płaszczu z kapturem. W ręku miała kosę i klepsydrę. - "Jest dziadek?" - spytała. - "Nie ma" - odpowiedziała Marysia.- "A kiedy będzie? - "Nie wiem" - odparła i zatrzasnęła drzwi.
Kiedy dziadek wrócił, zastał wnuczkę pogrążoną we łzach. "Dziadku, była tutaj śmierć. Myślę, że jeszcze wróci". Dziadek się nie zmartwił. - "Nie płacz, kochanie, miałem długie i dobre życie". Nazajutrz było Boże Narodzenie. Dziadek czekał na niezwykłego gościa. I śmierć przyszła. Zaprosił ją na szklaneczkę whisky i indyka z borówkami. Gdy przesypało się ostatnie ziarenko w klepsydrze, śmierć rzekła: - "Już czas". Ona do drzwi, dziadek za nią. Śmierć spojrzała na niego. "A ty dlaczego idziesz bez swetra i kurtki? Przeziębisz się i umrzesz". - "Myślałem, że o to chodzi" - odparł dziadek.
Na to śmierć: - "Słyszałam, że jesteś dobrą duszą. Nikt przez całą wieczność niczym mnie nie poczęstował. Więc przyszłam do ciebie. A teraz pójdę do wsi. Jest tam kobieta, która cierpi od lat. Moja wizyta ją ucieszy". Śmierć odwiedzała dziadka jeszcze wiele razy. Zawsze wypijali szklaneczkę whisky. A któregoś razu, gdy przesypało się ostatnie ziarenko w klepsydrze, poszedł za nią. Ale wtedy byli już naprawdę zaprzyjaźnieni...